icon-rss-large

www.wyprawy-mostowe.pl | Login

RSS | Email

III WYPRAWA MOSTY ŚWIATA USA 2010

Dodano :2012-02-29 14:12:32


RELACJA Z III ŚWIATOWEJ WYPRAWY MOSTOWEJ "USA – 2010"

 

W dniach 21.08 - 9.09.2010 r. Katedra Budowy Mostów i Tuneli Politechniki Krakowskiej wraz z Agencją Turystyczną „Animator” z Czechowic-Dziedzic zorganizowała III Światową Wyprawę Mostową do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Kierownikiem merytorycznym Wyprawy był Profesor Kazimierz Flaga z PK, zaś sprawy organizacyjno-logistyczne były w ręku ww. Agencji Turystycznej, kierowanej sprawną ręką pilota Wyprawy mgr. Franciszka Brodzkiego. W Stanach Zjednoczonych korzystaliśmy z przewodników polskich z United Tours of America w Los Angeles – Mikołaja Novi i Marcina Sieradzkiego.
Poza przylotem samolotem British Airways do Waszyngtonu i odlotem tymi samymi liniami z San Francisco, całą podróż ze wschodu na zachód (6800 mil - 11 000 km) USA odbyliśmy autokarem firmy przewozowej Anchor Trailways z Nashville w stanie Tennessee, kierowanym wprawną ręką pani Betty Knowles. Przejechaliśmy przez 19 stanów USA: Virginia, Maryland, Delaware, Pennsylvania, New Jersey, New York, Ohio, Michigan, Indiana, Illinois, Wisconsin, Minnesota, Południowa Dakota, Wyoming, Idaho, Utah, Arizona, Nevada, Kalifornia oraz przez dystrykt federalny Columbia.
W Wyprawie wzięło udział 38 osób pochodzących z Krakowa (10), Wrocławia (6), Katowic (4), Olsztyna (3), Gliwic, Warszawy, Jarocina (po 2) oraz po 1 osobie z dziewięciu miast polskich, od Gdyni do Zakopanego. Byli wśród nich przedstawiciele uczelni wyższych i instytucji naukowo-badawczych (8 osób), projektanci i wykonawcy dróg i mostów oraz przedstawiciele administracji drogowo-mostowej (łącznie 20 osób), inżynierowie budownictwa (4 osoby), lekarze (4 osoby), nauczyciele (2 osoby).
Program Wyprawy był bardzo obszerny. Obejmował część merytoryczną (drogowo-mostową), turystyczną oraz krajoznawczo-kulturoznawczą. Część merytoryczną poświęcono głównie infrastrukturze komunikacyjnej USA ze szczególnym uwzględnieniem największych amerykańskich osiągnięć mostowych. Zapoznano się dokładnie z 47 obiektami mostowymi, z których zdecydowana większość to mosty stalowe przez duże rzeki USA: Potomac, Delaware, East River, Hudson, Niagara, Detroit, Missisippi, Missouri, Colorado, Zatoka San Francisco.
Szczegółowo omówiliśmy i zwiedziliśmy dzieła takich wybitnych postaci światowego mostownictwa jak Johan August i Washington Roeblingowie (Brooklyn Bridge), Gustav Lindenthal (Manhattan Bridge, Hell Gate Bridge, Quenensboro Bridge), Othman Amman (Washington Bridge, Bayonne Bridge, Verrazano-Narrows Bridge), Rudolf Modrzejewski (Filadelfia – Camden Bridge, Ambassador Bridge, Trans-Bay Bridge), Joseph Strauss (Golden Gate Bridge), David Steinmann (Mackinac Strait Bridge). Niezależnie od wielkich mostów omawialiśmy mosty małych i średnich rozpiętości, mijane na trasie przejazdu; najczęściej zespolone stalowo-betonowe oraz liczne betonowe mosty zintegrowane.
Program turystyczny obejmował wielkie Parki Narodowe USA oraz wielkie miasta. Zwiedziliśmy 6 Parków Narodowych: Badlands, Yellowstone, Grand Teton, Łuków, Wielkiego Kanionu, Doliny Śmierci, Park Stanowy Wodospadów Niagara oraz Park Plemienia Navajo – Dolina Monumentów. Ponadto zaliczyliśmy przejazdy przez Appalachy, święte góry Indian – Black Hills, Góry Skaliste – pasmo Big Horn, pasmo Panamit i inne. Byliśmy nad wielkimi jeziorami: Erie, St Clair, Michigan, Yellowstone, Jackon, Salt Lake, Powella, Lake Mead. Zwiedziliśmy zapory wodne: Buffalo Bill, Glen na rzece Colorado. Nie udało się nam, niestety, zwiedzić zapory Hoovera koło Las Vegas.
Z dużych miast amerykańskich zwiedziliśmy dość dokładnie: Waszyngton, Filadelfię, Nowy Jork, Detroit, Chicago, Salt Lake City, Las Vegas, Los Angeles, San Francisco. Pobieżnie zaś: Baltimore, Buffalo, Cleveland, Toledo, Sioux Falls. Z małych miasteczek byliśmy w Deadwood, Cody, Seligman.
W części krajoznawczo-kulturoznawczej uczestniczyliśmy w wieczornym spektaklu z udziałem nowojorczyków i turystów na Times Square w centrum dzielnicy teatralnej Nowego Jorku, podziwialiśmy chór lokalny z Buffalo, zwiedziliśmy Art Institut of Chicago ze wspaniałymi kolekcjami malarstwa światowego, zwiedziliśmy farmy Amiszów w Cashton w stanie Wisconsin, zapoznaliśmy się z religią mormonów i ich stolicą – Salt Lake City, występem artystycznym Indian Hualapai koło Skywalk nad Wielkim Kanionem, zwiedziliśmy światową stolicę hazardu i rozrywki – Las Vegas, w Los Angeles zwiedziliśmy: historyczne – meksykańskie centrum, dzielnicę mieszkaniową gwiazd filmowych Beverly Hills, słynny Hollywood, w San Francisco: dzielnicę chińską, włoską, rosyjską, dzielnicę zamieszkałą przez hippisów i dzielnicę gejów, z tęczowymi flagami na każdym z domów, a także dzielnicę portową Fisherman’s Whart.
Odbyliśmy przejażdżkę statkiem do wyspy ze Statuą Wolności w Nowym Jorku, rejs statkiem pod wodospadem Niagara oraz rejs statkiem w San Francisco pod mostem Golden Gate oraz koło wyspy Alcatraz. Wyjechaliśmy na taras widokowy (ok. 360 m) Empire State Building, najwyższego obecnie budynku Nowego Jorku oraz na 103 piętro (414 m) Sears Tower w Chicago, a także lataliśmy helikopterem nad Wielkim Kanionem rzeki Colorado. Przy okazji chłonęliśmy kulturę życia codziennego Amerykanów, degustowaliśmy ich nie najlepszą kuchnię, podziwialiśmy patriotyzm mieszkańców i wszędzie powiewającą flagę Stanów Zjednoczonych. Wyprawa była trudna z uwagi na bogaty program oraz duże odległości do pokonania. Sypialiśmy po 5-6 godzin, ale nikt z uczestników nie narzekał. Wszyscy zdali na piątkę trudny egzamin, za co należą się im słowa podziękowania i najwyższego uznania. Myślę, że korzyści z Wyprawy wielokrotnie nagrodzą trudy z nią związane. Dzięki inicjatywie Wydawnictwa Media-Pro zawiązał się Komitet Sprawozdawczy Wyprawy, który codziennie zamieszczał w Internecie sprawozdanie z Wyprawy ilustrowane zdjęciami. Sprawozdawcom: Ewie Kordek, Robertowi Kaszewskiemu (Main Reporter), Zygmuntowi Kubiakowi i Adamowi Wysokowskiemu (oraz Marcinowi Idzikowi – współpraca) należą się słowa serdecznych podziękowań. Materiały sprawozdawcze, zaadiustowane po Wyprawie, wraz ze zdjęciami postanowiła redakcja „Dróg” i „Obiektów Inżynierskich” wydrukować dla pożytku czytelników. Pozostaje mi życzyć przyjemnej lektury.

21.08.2010
Po udanym przejściu kontroli emigracyjnej, uczestnicy wyprawy udali się na zwiedzanie miasta. Pierwszy obiekt to słynny Memorial Bridge z lat 20-tych ubiegłego stulecia, łączący dwa brzegi rzeki Potomac. Kolejnym punktem wycieczki było zwiedzanie znanego z filmów cmentarza na wzgórzach Arlington. To najbardziej znany cmentarz na świecie. Spoczywa na nim ok. 320. tys. żołnierzy amerykańskich. Znajdują sie tu także grobowce rodziny Kennedy. Zobaczyliśmy również pomnik Waszyngtona, Lincolna i Jeffersona. Ciężki dzień zakończyliśmy w stanie Maryland, w mieście, gdzie znajduje się znany uniwersytet o tej samej nazwie.

Robert Kaszewski, Washington, USA.

22.08.2010
Po wczorajszym męczącym dniu uczestnicy wyprawy ruszyli dziś rano na zwiedzanie Waszyngtonu. Miasto leży nad piękną rzeką Potomac, nad którą zbudowano 15 mostów. Waszyngton to, jak wiemy, stolica Stanów Zjednoczonych. Leży w Dystrykcie Columbia, który zajmuje ok. 158 km2 i liczy ok. 600 tys. mieszkańców. Miasto jest siedzibą rządu, można zauważyć szerokie ulice, zbudowane z wielkim rozmachem. Zauważa się także bardzo dużo zieleni, bardzo ładnie urbanistycznie rozwiązane są takie przestrzenie miasta, jak ogrody, parki, w których jest dużo pomników.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od katedry, a właściwie bazyliki Matki Bożej Niepokalanego Poczęcia, w której znajduje się kaplica naszej Matki Boskiej Częstochowskiej. Oczywiście pokłoniliśmy się naszej patronce. Następnie objeżdżaliśmy miasto autokarem, zatrzymując się i robiąc zdjęcia. Nasza trasa wiodła po bogatych i prestiżowych ulicach Waszyngtonu. Oglądaliśmy budynki ambasady polskiej, przejeżdżaliśmy ulicą nr 16, prowadzące do Białego Domu, przy której zbudowane zostały apartamenty, siedziba National Geographic. W centrum Waszyngtonu widzieliśmy również mennicę państwową, budynki Departamentu Rolnictwa, budynki loży masońskiej, przejeżdżaliśmy obok muzeów: Indian, kosmosu, sztuki afrykańskiej. Niestety czas nie pozwolił nam wejść do tych muzeów. Zatrzymaliśmy się oczywiście przed Białym Domem, tj. oficjalną rezydencją prezydenta, wybudowaną dokładnie 200 lat temu, gdzie zrobiliśmy sobie zdjęcie. Przy pałacu znajduje się pomnik Tadeusza Kościuszki, przed którym również zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Następnie pojechaliśmy do Kapitolu - jednego z najbardziej rozpoznawalnych na świecie symboli demokracji. Ma 200 lat i jest sercem amerykańskiego prawodawstwa.
Teraz trochę o mostach. Pojechaliśmy do Baltimore, gdzie oglądaliśmy Most Francisa Scotta Key´a (Francis Scott Key Bridge) nad zatoką Patapsco. Jest to jeden z najdłuższych na świecie mostów kratownicowych o rozpiętości głównego przęsła 370 m, zbudowany w 1997 r. Długość tego mostu wraz z dojazdami to 17 km. Przez most przejeżdża ok. 12,5 mln pojazdów rocznie. Następnie zobaczyliśmy Hannover Bridge, zbudowany na początku XX wieku. Most ten ma długość 690 m. Jest to 39 przęseł z łuków stalowych obetonowanych. Most ten nazwany został Mostem Weteranów Wietnamu. Baltimore jest jednym z największych miast w Stanach Zjednoczonych. Obejrzeliśmy tu m.in. budynki Bank of America czy największe na świecie akwarium. Z Baltimore pojechaliśmy do Filadelfii, gdzie oglądaliśmy most Camden, zaprojektowany i zbudowany przez naszego rodaka Rudolfa Modrzejewskiego. Jest to most wiszący o rozpiętości przęsła 533 m. Wybudowany został za 37 milionów dolarów. Jest to bardzo ładny kompozycyjnie i elegancki most o pomoście kratowym.
Może jeszcze dwa słowa o Filadelfii. Filadelfia jest miastem liczącym 1,5 miliona mieszkańców, jednym z największych w Stanach. Mieszkał tu Kościuszko. Filadelfia została nazwana miastem braterskiej miłości; jest największą metropolią Pensylwanii. Jest to port nad rzeką Delaware. Miasto założył William Penn. Najważniejszym wydarzeniem związanym z Filadelfią było podpisanie tu Deklaracji Niepodległości 4 lipca 1776 r.. Z Filadelfii wróciliśmy do hotelu. I to już wszystko na dziś...

Ewa Kordek, Philadelphia, USA.

23.08.2010
Witam. Przede wszystkim chciałbym pozdrowić wszystkich Czytelników od kierownika wyprawy - pana Profesora Kazimierza Flagi. Tym razem to mnie przypadło w udziale złożenie relacji w imieniu zespołu sprawozdawczego z kolejnego dnia wyprawy. Bardzo miło mi jest to zrobić.
W dniu wczorajszym, jak Państwo zapewne wiedzą, dotarliśmy do Nowego Jorku. Po dobrym śniadaniu, rankiem, wyruszyliśmy na zwiedzanie atrakcji technicznych Nowego Jorku i nie tylko. Dotarliśmy do Manhattanu przez tunel pod rzeką Hudson - jest to nowy tunel imienia Lincolna o długości 2700 m, położony na głębokości 30 m. Następnie udaliśmy się na ulicę Broadway. Jest to najdłuższa ulica świata - 150 km. Mieliśmy okazję oglądać również Bibliotekę Centralną - jedną z największych bibliotek na świecie - położoną przy Piątej Alei. Z uwagi na deszcz (ale również mieliśmy to w programie) zwiedzaliśmy centralny dworzec kolejowy Nowego Jorku od wewnątrz. Jest tam najsłynniejsza kopuła nad holem, jedna z największych na świecie tego typu konstrukcji. Mieliśmy okazję również oglądać rzeźbę "Transport" o wyokości 12 m z zegarem Tiffianny'ego pośrodku o średnicy 4 m. Obok znajduje się budynek Chryslera. Następnie udaliśmy się na taras widokowy najwyższego obecnie budynku w Nowym Jorku - Empire State Building o wysokości 443 m wraz z anteną, a tak naprawdę - 381 m. Pracuje w nim ok. 21 tys. ludzi. Dla nas była to przede wszystkim wspaniała wieża widokowa do podziwiania prawie wszystkich obiektów mostowych Manhattanu, w tym m.in. Brooklyn Bridge, Manhattan Bridge, Queensboro Bridge itd. Część z tych mostów oglądaliśmy także z bliska, o czym za chwilę. Następnie udaliśmy się do Soho, znanej dzielnicy artystów, ale nas głównie interesowały budynki z żeliwa - jest to największe skupisko budynków żeliwnych na świecie. Są to budynki o różnej wysokości, niektóre imponującej. Były znormalizowane do tego stopnia, że budowano je z katalogu.
Następnie udaliśmy się w miejsce, gdzie znajdowały się budynki World Trade Center. Dla mnie osobiście i chyba dla większości członków wyprawy było to bardzo duże przeżycie. Miałem okazję być tu wcześniej dwukrotnie i gościć nawet w tych budynkach, gdyż robiłem zdjęcia wspomnianych mostów nie z Empire State Building, tylko z wyższych budynków Twin Towers, których niestety dzisiaj nie ma, a w których zginęło bardzo dużo ludzi, jak wszyscy wiemy. Znajduje się tam kładka tymczasowa dla pieszych, która stanowi platformę widokową służącą do oglądania nowej zabudowy terenów po World Trade Center powstającej właśnie w tej chwili.
Następnie jedna z większych atrakcji dnia - podziwianie z bliska mostu Brooklińskiego i Manhattańskiego. Są to mosty wiszące ponad 400-metrowe, mosty znane wszystkim mostowcom na świecie. Zapoznaliśmy się ze szczegółami tych obiektów z bliska. Na koniec oglądaliśmy Times Square by night, czyli w nocy. Jest to najczęściej odwiedzane miejsce na świecie. Sa tu najsłynniejsze neony, odbywają się zabawy sylwestrowe dla pół miliona uczestników.
Jutro kolejny, zapewne równie interesujący dzień naszej imprezy. Dni są wypełnione bardzo bogatym programem. Od rana do wieczora zwiedzamy obiekty, ale nikt z uczestników nie żałuje tego, wręcz przeciwnie - wszyscy są zafascynowani tym, co oglądają, gdyż oglądamy zarówno znane rzeczy, jak i mnóstwo szczegółów konstrukcyjnych, które są bardzo ciekawe. Mamy oczywiście czas również na przyjemności, ale największą przyjemnością dla nas wszystkich są obiekty mostowe i konstrukcje budowlane. Dziekuję bardzo i zapraszam do śledzenia naszych relacji.

Adam Wysokowski, New York, USA.

24.08.2010
Dzień dobry Państwu. Postaram się przekazać Państwu kilka wrażeń z kolejnego dnia Wyprawy Mostowej do Stanów Zjednoczonych. Rozpoczęliśmy wczesnym rankiem. Po umiarkowanej ulewie przejechaliśmy z New Jersey do portu, w którym znajdował się stary dworzec kolejowy. Stamtąd przepłynęliśmy stateczkiem przez rzekę Hudson do Statuy Wolności. Jest to figura wznosząca się nad Zatoką Nowojorską, której oficjalna nazwa brzmi "Wolność oświetlająca świat". Została ona odsłonięta w 1886 r. przez prezydenta Clevelanda.
Po zwiedzeniu Statuy, nadal w ulewie i umiarkowanym wiaterku, przepłynęliśmy na Manhattan, gdzie wysiedliśmy na dolnym Manhattanie w dzielnicy finansowej. Jest to serce światowych rynków finansowych. Nowojorska giełda papierów wartościowych zajmuje 17-kondygnacyjny budynek z 1903 r., gdzie początkowo odbywał się swobodny handel akcjami i udziałami. W 1792 r. 24 brokerów podpisało umowę okreslającą zasady tego handlu, co zapoczątkowało powstanie nowojorskiej giełdy. Giełda nieraz przeżywała okresy hossy, tzw. rynek byka, i bessy, rynek niedźwiedzia, a także była świadkiem wprowadzenia nowych technologii i przekształcenia rynku lokalnego w rynek ogólnoświatowy. W bezpośredniej bliskości budynku (strefa zero jest niedostępna dla turystów), niedaleko głównego budynku Custom House, znajduje się pomnik byka z brązu, który jest symbolem Wall Street. Jest to niebywała gratka dla pań, jako że legenda niesie, iż która z pań poklepie "walory" byka, będzie miała szczęście i w pieniądzach i w miłości. Wszystkie uczestniczki naszej wycieczki bezwzględnie z tego przywileju skorzystały, co zostało przyjęte z wielkim aplauzem przez męską częśc wyprawy.
Kontynuując wycieczkę przez Wall Street, na jednym końcu napotkaliśmy kościół pod wezwaniem św. Trójcy z 1846 r. z kwadratową wieżą. Jest trzecim gmachem wzniesionym w tym miejscu. Jest to jedna z najstarszych parafii anglikańskich w Ameryce założona w 1697 r. Rzeźbione mosiężne drzwi wzorowano na bramie raju Ghibertiego z katedry florenckiej. Do lat 60. XIX w. 80-metrowa strzelista wieża była najwyższą budowlą w mieście. W kościele pochowano wielu słynnych nowojorczyków. Po zwiedzeniu kościoła udaliśmy się w kierunku autobusu, celem kontynuacji naszej wycieczki - zwiedzania mostów. I tu mieliśmy zarządzony pierwszy alarm pokładowy, tzw. człowiek za burtą. Niemniej kapitan statku, pan Franek, spisał się doskonale. Zajęło mu to 13 minut i 13 sekund. Rozbitek został doprowadzony do autobusu i wycieczkę kontynuowaliśmy w pełnym składzie. Pozostało nam dziś do zwiedzenia w Nowym Jorku jeszcze 8 mostów. Mostów-gigantów, co jeden to większy. Chciałem tu nadmienić, że w samym Nowym Jorku znajduje się 2027 mostów (mostów, wiaduktów, generalnie obiektów łącznie z tunelami). My wybraliśmy takie perełki w postaci największych mostów. Po kolei trochę danych technicznych. Pierwszy z mostów, które oglądaliśmy to most Pułaskiego o całkowitej długości ponad 5,5 km, wysokość podpory - 167 m od wody, szerokość 41 m. Oddany do eksploatacji 24 listopada 1932. Jest to wieloprzęsłowy most kratowy. Następnie (nie zachowując kolejności zwiedzania, która wynikała z logistyki) zwiedziliśmy most Hell Gate Bridge - Wrota Diabła - nad rzeką East River, wybudowany w roku 1916, o długości 298 m. W chwili oddania był to największy łuk, jaki kiedykolwiek zbudowano, dzieło Gustawa Lindenthala (urodzony w Bernie, szkoły kończył w Dreźnie). Jest to most łukowy z jazdą pośrednią, wiodący 4 tory kolejowe, przez wiele lat był obiektem o największej nośności. Most budowano metodą wspornikową.
Niedaleko znajduje się William's Bridge na tej samej rzece, oddany trzynaście lat wcześniej, w roku 1903, o długości przęsła 487 m. Jest to pierwszy most wiszący o całkowicie stalowych pylonach. 4 kable o średnicy ok. pół metra, kratownica usztywniająca ok. 12 m, jedna z największych konstrukcji wiszących. Na dwóch pomostach zawieszono tory kolejowe, tramwajowe, jezdnie drogowe - to wszystko jest umieszczone na dwupoziomowej jezdni. Następnym mostem był most Jerzego Waszyngtona nad rzeką Hudson - jeden z największych, najpiękniejszych mostów. Oddany do eksploatacji w 1931 r., długość 1067 m, wysokośc pylonu 183 m, szerokość pomostu ponad 36 m. Pylony w konstrukcji kratowej o unikalnej formie - miały być w pierwotnym zamyśle obetonowane, ale konstrukcja stalowa była tak piękna i estetyczna, że od betonowania odstąpiono. Tu należy nadmienić, że odstąpienie to nie niosło za sobą jakichkolwiek skutków wytrzymałościowych, bo beton miał być tylko i wyłącznie zabezpieczniem antykorozyjnym. Nastepnym z mostów jest wejście do portu nowojorskiego - most Verrazano oddany w 1964 r., długość przęsła 1298 m, światło pod mostem 66 m, wysokość pylonu 207 m, dzieło budowniczego Othmara Ammana. Oryginalne pylony z wysokimi ryglami na wierzchołkach. W chwili oddania był to największy most w dziejach mostownictwa o najdłuższym przęśle, największej masie wbudowanej stali, ale konstrukcji niespecjalnie nowatorskiej. Kolejnym z odwiedzonych mostów był Queensborough Bridge, oddany w 1909 r. pięcioprzęsłowy most wspornikowy o łącznej długości 2270 m, przystosowany do przenoszenia niespotykanych dotąd obciążeń. Pierwsza mostowa konstrukcja ze stali niklowej o bardzo wysokiej wytrzymałości, dzieło Gustawa Lindenthala. Jednym z ostatnich mostów był Triborough Bridge. Jest to most wiszący z pylonami, z dwoma ryglami kratowymi. Obecnie otrzymał nazwę Roberta Kennedy'ego.
Po zwiedzeniu wszystkich mostów udaliśmy się na kolację i o później porze, o godz. 0.30, wylądowaliśmy w hotelu na zasłużonym odpoczynku. Zapraszamy na kolejne relacje.

Zygmunt Kubiak, New York, USA.

25.08.2010
Witam Państwa z wyspy Grand Island, którą opływa rzeka Niagara. Swoją transmisję z trzeciej Światowej Wyprawy Mostowej prezentuje Państwu Robert Kaszewski.
Rano bezpośrednio spod hotelu położonego w pobliżu Nowego Jorku wyruszyliśmy w kierunku Niagary. Na pokładzie naszego autokaru mieliśmy okazję wysłuchać ciekawej prezentacji, przybliżającej nam sylwetkę Roeblinga, światowej klasy inżyniera, mostowca, budowniczego, którą przedstawił nam Pan Profesor Flaga. Z kolei Profesor Wysokowski opowiedział nam o ataku na World Trade Center. Jedziemy przez Apallachy w stanie Pennsylvania. Mamy okazję zatrzymać się na MOP-ie, czyli miejscu obsługi podróżnych, gdzie obserwujemy, jak wygląda konstrukcja tego typu obiektów na ziemi amerykańskiej. Choć widzimy zniszczoną nawierzchnię, sam obiekt jest bardzo zadbany i, co ważne, tutaj w Stanach Zjednoczonych na samej górze masztu powiewa amerykańska flaga. Wsiadamy do autokaru, ruszamy dalej. Rozpoczynają się prezentacje uczestników 3. Światowej Wyprawy Mostowej, których udało się przedstawić znaczącą większość. Z kolei Mikołaj, czyli Nicholas, nasz przewodnik ze strony amerykańskiej, przybliżył nam historię mormonów. Obecnie można się doliczyć 14 mln wyznawców tej religii. Zbliżamy się do Niagary. Wodospad został odkryty przez białych kolonizatorów ok. 400 lat temu, a sama nazwa w języku Indian Irokezów oznacza szyję. Aby się tam dostać, zaliczamy pierwszy z dwóch obiektów, które mieliśmy okazję dziś zobaczyć, tj. most kratownicowy South Grand Island Bridge nad rzeką Niagarą oraz po drugiej stronie North Grand Island Bridge, również most kratownicowy, którego długość wynosi 1219 m.
Sama Niagara niesie dosyć duże ilości wody, z czego większość (ok. 90 %) płynie po stronie kanadyjskiej części wodospadu. Pozostałe 10 % płynie po stronie amerykańskiej, co i tak stanowi ogromną ilość wód, bo od 230 do 264 tysięcy litrów na sekundę. Jedną z naszych atrakcji tu na miejscu jest możliwość podziwiania samego wodospadu, płynąc statkiem. Wszyscy ubrani w niebieskie kapoki (poncho) chronią się przed duża mgłą kropelek wody spadających na statek. W tym samym miejscu mamy również okazję obserwować nastepne trzy obiekty mostowe. Jednym z nich jest Rainbow Bridge, stalowy most łukowy z jazdą górą, na granicy amerykańsko-kanadyjskiej, zbudowany w 1941 r. Jego rozpiętość wynosi 290 m. Inną tutejszą ciekawostką jest kamienny most łukowy przez Niagarę na tzw. Kozią Wyspę, a jeszcze inną jest platforma widokowa - fantastyczne miejsce o fantastycznej konstrukcji. Coś, co zaliczyliśmy również do obiektów mostowych. W sumie tego dnia zwiedziliśmy pięć obiektów mostowych, a przejeżdżając drogą widzieliśmy jeszcze inne. W sumie podczas tej wyprawy zaliczyliśmy juz 20 obiektów mostowych. Udaliśmy się na kolację, podczas której mieliśmy okazję posłuchać miejscowego chóru z Buffalo, który w rankingu sześciuset najbardziej znanych chórów w Stanach Zjednoczonych zajmuje bardzo wysoką, bo aż dziesiątą pozycję. Po kolacji udaliśmy się znowu nad sam wodospad Niagara, aby podziwiać widoki pięknie oświetlonego wodospadu by night z Wyspy Koziej. Na zakończenie widzieliśmy również atrakcję w postaci fajerwerków na niebie. Tym nocnym akcentem chciałbym zakończyć relację z piątego dnia III Światowej Wyprawy Mostowej.

Robert Kaszewski, Grand Island, USA.

26.08.2010
Dzień dobry, Ewa Kordek, witam wszystkich. Szósty dzień Wyprawy Mostowej do Stanów Zjednoczonych. Po deszczowych porankach nareszcie przywitało nas wschodzące słońce. Taki był widok z okna hotelu na wyspie Grand Island. Dziś mieliśmy do pokonania 900 km. Jedziemy z okolic rzeki Niagara aż do Chicago. Wkrótce po wyruszeniu z hotelu przejeżdzamy przez most South Grand Island - Południowy Grand Island - most łukowy kratownicowy o łącznej długości 1000 m. Dalej długa trasa przed nami. W autokarze wesoło. Poznajemy siebie nawzajem, każdy z nas przedstawia się, mówi o sobie, swojej rodzinie, osiągnięciach zawodowych, swoim hobby. Na szczególną uwagę zasługiwał życiorys i kariera zawodowa prof. Kazimierza Flagi. Podczas długich godzin jazdy profesor przybliżał nam nie tylko mosty, ale również sylwetki projektantów znanych na terenie Stanów Zjednoczonych, takich jak: Rudolf Modrzejewski, Amman, Roebling czy Lindenthal. Ze stanu Pennsylvania wjechaliśmy do stanu Ohio. Jedziemy wzdłuż jeziora Eyre, przejeżdzając przez miasto Cleveland. Miasto to założone zostało w 1796 roku i przekształciło się z nadgranicznego miasteczka w port handlowy, kiedy to powstał 42-kilometrowy kanał Ontario - Eyre, prowadzący rzeką św. Wawrzyńca do Atlantyku. Przez tę morską autostradę przepływa rocznie 3000 statków. Stan Ohio ma 116 tysięcy kilometrów kwadratowych, 11,5 miliona mieszkańców i aż 30 000 kilometrów autostrad. Graniczy on z Krainą Wielkich Jezior, która tworząc ciąg dróg wodnych sprzyjała rozwojowi handlu i eksploatacji regionu bogatego w zasoby naturalne. Na długo przed powstaniem Stanów Zjednoczonych region ten był ojczyzną najbardziej rozwiniętych kultur Indian północnoamerykańskich.
W ciągu naszej drogi przejeżdżamy przez tak wiele mostów, wiaduktów, że nie sposób wszystkich zliczyć, a tym bardziej oglądać. Zatrzymujemy się tylko przy tych, które zasługują na szczególną uwagę, np. zatrzymaliśmy się przy moście podwieszonym jednopylonowym z wachlarzowym układem want.
Dalsza nasza droga prowadzi do Detroit. Przy wjeździe do tego miasta ukazuje nam się nad rzeką Detroit Ambassador Bridge, most zaprojektowany przez Rudolfa Modrzejewskiego i wybudowany w 1929 r. Jest to most wiszący dwupoziomowy o rozpiętości 564 m pomiedzy skratowanymi pylonami, a jego pomost jest 40 m nad wodą. Po tym moście o długości 2,5 km łączącym USA z Kanadą przejeżdża dziennie 10 000 samochodów. Zatrzymaliśmy się w Detroit, mieście założonym w 1701 r. Największy rozwój miasta nastąpił po uruchomieniu fabryki automobilów 1896 roku. Aż do dzisiaj dominuje tu przemysł samochodowy. Sa tu zakłady: Ford, General Motors, Pontiac i Chrysler. Mieszkańcy Detroit dotkliwie odczuwają skutki kryzysu ostatnich lat. Ludność opuszcza miasto, dużo jest opuszczonych domów i sporo bezrobotnych. Domy można dzisiaj kupić za przysłowiowego dolara. W Detroit spacerowaliśmy również po wyspie Belle Island, z której rozpościerał się widok na most Ambassador, i do której dojeżdżaliśmy zabytkowym mostem z 1923 r., składającym się z 19 przęseł łukowych żelbetowych.
Podsumowując: przez te 6 dni wyprawy przejechaliśmy przez stany Virginia, Maryland, Delaware, Pennsylvania, New Jersey, Ohio i Michigan. Dziękuję bardzo, to wszystko na dzisiaj. Do widzenia.

Ewa Kordek, Detroit, USA

27.08.2010
27 sierpnia, piątek, Chicago, stan Illinois. Tu Wasz wyprawowy sprawozdawca z 3. Światowej Wyprawy Mostowej do Stanów Zjednoczonych, Adam Wysokowski. Tradycyjnie chciałem serdecznie pozdrowić wszystkich stałych, ale równie gorąco nowych czytelników naszego wyprawowego serwisu od kierownika wyprawy prof. Kazimierza Flagi, od naszych przewodników i opiekunów - polskiego Franciszka i amerykańskiego Marcina, którzy dwoją się i troją, abyśmy byli ukontentowani, a także od wszystkich członków naszej ekspedycji. Wszyscy członkowie z równą pasją jak Państwo codziennie śledzą serwisy tej wyprawy. Zmęczeni ilością wrażeń, przebytych mil, przemierzonych stanów (było ich już dziesięć), choć to dopiero siódmy dzień naszej wyprawy, po krótkim noclegu wyruszyliśmy na podbój Chicago i jego konstrukcji mostowych. Dotarliśmy tam autostradą międzystanową o symbolu I90. Liczba parzysta, czyli wschód - zachód. 2 razy 3 pasy ruchu, konstrukcja nawierzchni wykonana w technologii betonowej. Po drodze mijaliśmy dużo mostów i wiaduktów, głównie ze stali, w tym trudno rdzewiejącej, o schematach statycznych, belkowych i kratownicowych. Po odstaniu przynależnego nam czasu w korkach dotarliśmy do ścisłego centrum Chicago. Po drodze cofnęliśmy o 1 godzinę zegarki, gdyż w dalszym ciągu oddalamy się od naszego rodzinnego kraju. Różnica czasu obecnie wynosi 7 godzin. Pierwszym naszym celem był najwyższy budynek Chicago, znany jako Sears Tower od nazwy słynnego domu towarowego. Budynek utracił prawa do nazwy, zmieniając właściciela za 840 mln dolarów amerykańskich. Jego obecna właściwa nazwa powinna brzmieć Willis Tower. Budynek wybudowany w 1973 r. posiada 110 pięter, 442 m wysokości (527 m z antenami), ponad 16 000 okien i ponad 790 ubikacji. Zasadnicza konstrukcja budynku o dużej prostocie składa się z dziewięciu rur kwadratowych 12 na 12 w układzie 3 na 3, różnej wysokości, co daje mu charakterystyczny kształt. Zużyto do jego budowy 69 tysięcy ton stali konstrukcyjnej. Zwiedzających, w tym i nas, przewiozły dwie windy z prędkością 500 m na minutę, co daje 2 piętra na sekundę. Tym samym po 70 sekundach znaleźliśmy się na tarasie znanej na całym świecie platformy widokowej znajdującej się na 103. piętrze. Mieliśmy okazję podziwiać panoramę miasta, ale przede wszystkim układ komunikacyjny, tak drogowy, jak i kolejowy z dworcami, węzłami, gęstą siecią ulic o różnej liczbie pasów ruchu oraz wiaduktami, mostami nad rzeką Chicago, która znajduje swoje ujście w Missisipi. Mieliśmy okazję oglądać wiele mostów zwodzonych na tej rzece, ze szczegółami konstrukcyjnymi których zapoznaliśmy się w drugiej części bogatego dnia, w tym m.in. dwupoziomowego kratownicowego mostu o nazwie Michigan - symbolu miasta. Nowością są dobudowane na platformie widokowej szklane wykusze wysunięte na zewnątrz budynku, które spotkały się dużym zainteresowaniem członków naszej wyprawy, ze względu na pamiątkowe fotografie się na tle panoramy miasta. Zdaniem zdającego tę relację, był to bardzo dobry trening przed czekającym nas Skywalker nad Grand Canion, gdzie wysokość jest o rząd większa.
Dzień obfitował też w patriotyczne elementy, gdyż widzieliśmy ekspresyjną postać Kościuszki i pomnik Kopernika przy planetarium w uroczym parku nad jeziorem Michigan ze wspaniałą panoramą miasta. Po zrobieniu zdjęć na tle spektakularnej fontanny Buckingham i innej oryginalnej, tzw. koronnej, zapoznaliśmy się z kładką BP, oczywiście sprawdzając również jej walory eksploatacyjne. Mimo że wybudowana w ostatnich latach, jest ona już stosunkowo dobrze znana z uwagi na charakterystyczny kształt węża o konstrukcji wstęgowej z poszyciem z blach ze stali szlachetnej. W czasie wolnym część uczestników odwiedziła znany chicagowski Instytut Sztuki Nowoczesnej, odrywając się tym samym choć trochę od konstrukcji mostowych, a niektórzy zapoznali się ze szczegółami konstrukcyjnymi słynnych wybudowanych w 1892 roku estakad dla kolejki L, biegnących nad ulicami okalając centrum. Konstrukcje te są głównie blachownicowe i kratownicowe o konstrukcji stalowej nitowanej z dobudowanymi obok stacjami kolejowymi. Ciekawe jest przekraczanie skrzyżowań górą za pomocą słupów stalowych z rozbudowanymi ryglami o różnorodnym kształcie. Słupy te są znane ogólnie m.in. z wielu filmów gangsterskich, jako tor przeszkód dla pędzących dołem samochodów. Mieliśmy też okazję choć krótko zapoznać się z ikonami budownictwa miasta, takimi jak: Pałac Kultury z 1897 r. z przepiękną kopułą Tiffany'ego, budynek domu towarowego Sears, obecnie Macy's przy Washington Street, metalową rzeźbę Picassa - jeden z obecnych symboli miasta, budynek Bank of America na Clark Street z 1931 roku i Rockery Buildings z 1888 roku (jest to najczęściej prezentowany budynek Chicago z elementami mauretańskimi na elewacjach, z pięknym koronkowym sklepieniem w holu) oraz inne charakterystyczne budynki. Gdy opuszczaliśmy downtown Chicago, zachodzące słońce pięknie oświetlało słynne wieżowce. Korki, które były również naszym udziałem sprawiły, że mogliśmy dłużej podziwiać misto. Udając się na kolację, odkryliśmy kolejną konstrukcję mostową naszej wyprawy. Był to most hybrydowy wybudowany w 2006 r. o nazwie North Avenue Bridge. Pylony o konstrukcji stalowej, pomost betonowy podwieszony za pomocą lin nośnych i dodatkowo want w części środkowej, jak i skrajnej. Kolację spożyliśmy w restauracji o wdzięcznej nazwie Czerwone Jabłuszko w polskiej dzielnicy o potocznej nazwie Jackowo - od nazwy kościoła św. Jacka. Dobre polskie jedzenie, miła uśmiechnięta obsługa sprawiła, że poczuliśmy się dużo mniej zmęczeni po tym naprawdę pełnym wrażeń dniu. Jutro kolejny dzień wyprawy. Dziękuję.

Adam Wysokowski, Chicago, USA.

28.08.2010
Kolejny dzień, tj. 28 września, 8 dzień wyprawy, spędziliśmy w dużej części w autokarze. Po kolejnej zmianie strefy czasowej - tj. minus sześć godzin w stosunku do Greenwich (do GMT), a minus siedem w stosunku do Warszawy - trzeba przyznać, że pobudka zarządzona przez Franka, nie cieszyła się specjalnym uznaniem. Szczególnie po wczorajszym zwiedzaniu Chicago. Po śniadaniu wyjechaliśmy ok. godziny ósmej z hotelu w miejscowości Riverwoods, położonej na północ od Chicago. Autokar jak okręt liniowy prowadzony perfekcyjnie przez Panią Betty, mknie bez mała z prędkością dźwięku tj. 960 kilometrów, tylko nie na godzinę, a na dobę. Cały czas przemieszczamy się w kierunku zachodniego wybrzeża (270° West), pokonując średnio 600 mil na dobę, przy limicie prędkości autokarów na autostradzie 70 mil/godzinę (czyli ok. 120 kilometrów/h). Podziwiam kondycję uczestników, jako że średnio "na nogach" przebywamy po 18 godzin, a klimat i temperatura nas nie rozpieszczają i nie oszczędzają. Dzisiaj np. mieliśmy 80 stopni Fahrenheita (czyli nieco ponad 30 stopni Celsjusza).
W autokarze nie marnowaliśmy czasu. Ponieważ udział w wycieczce biorą ludzie z różnych branż, w wolnym czasie mamy repetytorium z rozmaitych dziedzin, m.in. prof. Andrzej Flaga opowiadał nam o dynamice konstrukcji, wpływie wiatru, aerodynamice, o zastosowaniu różnego rodzaju tłumikach drgań itd., a prof. Andrzej Rudnicki mówił o strukturze transportu w USA oraz wypadkowości i statystyce. Następnie, nie dojeżdżając do miejscowości La Crosse (25 km przed nią skręciliśmy z autostrady 90), udaliśmy się do Down A Country Road - Amish Farm (farmę Amiszów) w miejscowości Cashton w stanie Wisconsin. Było to wspaniałe przeżycie. Amisze wywodzą się od szwajcarskich anabaptystów (a dokładniej mennonitów), którzy odłączyli się od protestantów w 1525 roku. Jest to specyficzna grupa ludzi, którzy nie uznają zdobyczy cywilizacji np. prądu, poruszają się powozami konnymi, a wszystkie narzędzia i urządzenia, które wykorzystują, uruchamiane są siłami naturalnymi np. siłą wiatru (do pompowania wody stosują wiatraki). Zwiedziliśmy dwie farmy, na których zostaliśmy poczęstowani wspaniałymi miejscowymi wyrobami - pączkami i ciastami, a w miejscowej piekarni mogliśmy zrobić zakupy. Na farmie Amiszów mieliśmy okazję oglądać wspaniały drewniany mostek łukowy, o rozpiętości aż 7 metrów, na którym sam Pan profesor Adam Wysokowski, pod stosownym nadzorem Pana Zygmunta, dokonał obciążenia próbnego. Okazało się, że wszystko jest OK. Z fermy udaliśmy się w dalszą trasę. Po drodze, w ciągu autostrady, napotkaliśmy dwa mosty na rzece Missisipi - most wschodni i zachodni. Na moście zachodnim odbyliśmy sesję zdjęciową i mieliśmy okazję zobaczyć go z bliska. Trudno było ocenić ilość przęseł, ponieważ z miejsca, gdzie staliśmy nie wszystkie były widoczne, ale nad głównym nurtem most ma więcej niż 9 przęseł. Jest to most belkowy, stalowy ciągły, w układzie poprzecznym. Jezdnie są asymetryczne, jedne miały 3 pasy, a następnie 4 pasy. Po sesji fotograficznej i obejrzeniu mostu udajemy się na nocleg do miejscowości Sioux Falls, która mieści się w Południowej Dakocie i jest oddalona od miejscowości startowej o 564 mile. Dziś pokonaliśmy stany: Illinois, Wisconsin, Minnesota, a na nocleg dojedziemy do Południowej Dakoty. Dziękuję.
Zygmunt Kubiak, Minneapolis, Minnesota, USA.

29.08.2010
29 sierpnia 2010 r., Robert Kaszewski relacjonujący 3. Światową Wyprawę Mostową "Mosty USA 2010". Rano po obfitym śniadaniu ruszamy drogą nr I90 na zachód. Przemierzamy prerie Południowej Dakoty. Dojeżdżamy do Missouri - to dopływ Missisipi. tutaj zaliczamy dwa mosty. Pierwszy z nich to most kolejowy kratownicowy z przęsłami do jazdy dołem i górą, a w części dojazdowej o konstrukcji belkowej. Kolejny to most drogowy również o konstrukcji kratownicowej i z jazdą dołem. Jest to już nasz 28. obiekt na terenie USA.
Stany Zjednoczone to kraj, w którym temperaturę mierzy się w stopniach Fahrenheita (przykładowo: 25 stopni Celsjusza to 77 stopni Fahrenheita), odległość podaje się w milach (1 mila to 1609 m), prędkość mierzy się w milach na godzinę (dla przykładu 60 mil na godzinę to ok. 104 km/h i taka prędkość obowiązuje w przypadku autostrad), samochody tankuje się galonami - paliwa oczywiście (1 galon to 3,78 l), a masę podaje się w funtach (1 funt to 0,45 kg). nie ukrywamy, że w pewnych chwilach sprawia nam to problemy - przyzwyczajeni do innych miar musimy teraz przestawiać się w tym nowym kierunku.
Zbliżamy się do miejsca, w którym następuje zmiana czasu na tzw. górski. Tu znów odejmujemy kolejną godzinę, a więc mamy już 8 godzin różnicy między czasem USA a polskim. Przyjeżdżamy do parku narodowego Badland. Tutaj erozja różnych typów skał nadaje okolicy przepiękne kształty. Podziwiamy je i jesteśmy zachwyceni. Przy wyjeździe spotykamy pieski preriowe - to takie zwierzęta podobne do wiewiórek, tyle że nie mieszkające na drzewach, a pod ziemią.
kolejnym naszym celem jest pomnik głów prezydentów, powstały w latach 1927 - 1941 i wyryty przez rzeźbiarza Borgluma. W kolejności od lewej wyrzeźbione są popiersia: Waszyngtona, Jeffersona, Roosevelta i Lincolna. Kolejnym naszym punktem jest miejsce stanowiące odpowiedź Indian - pomnik upamiętaniający bohatera Indian Dakota - jest to pomnik Szalonego Konia - Crazy Horse. Tutaj w 1948 r. rzeźbiarz polskiego pochodzenia Korczak Ziółkowski rozpoczął rzeźbienie tego pomnika. Do tej pory powstała tylko głowa.
O zmierzchu docieramy do Deadwood - do naszego hotelu i restauracji - a jednocześnie wspaniałego miejsca znanego z westernów i bohaterów, którzy naprawdę niegdyś tu żyli. Dziękuję Państwu za uwagę, pozdrawiam.
Robert Kaszewski, Deadwood, USA.

30.08.2010
Witam. Relację z Wyprawy Mostowej do Stanów Zjednoczonych przekazuje Ewa Kordek. w dniu dzisiejszym, tj. 10. dniu wyprawy, uczestnicy po śniadaniu wyruszyli na saloony, tj. na spacer po odrestaurowanym zabytkowym miasteczku Deadwood. Nazwa miasteczka wzięła się od umarłych drzew na zboczach otaczających gór. Centrum miasta przywołuje dawne czasy Deadwood, które zasłynęło jako szalone, pełne bezprawia miasteczko górnicze z epoki gorączki złota. Swój ślad pozostawili tu m.in. rewolwerowiec Wild Bill Hickock (Dziki Bill) i Calamity Jane. Nasz pilot, Franek, zadbał o nasze kieszenie i nie pozostawił nam zbyt dużo czasu, abyśmy stracili wiele w zabytkowych salonach gier.
Z Deadwood wyruszamy w kierunku Gór Skalistych. Przejeżdżamy przez wielkie, niekończące się równiny i prerie autostradą nr 90. Jest ona głównym szlakiem komunikacyjnym ze wschodu na zachód. Stan Wyoming, w którym się znajdujemy, liczy 460 tys. mieszkańców i są to ogromne przestrzenie pokryte lasami i łąkami. W tym prawdziwie kowbojskim stanie USA wydobywa się węgiel, gaz, ropę naftową i uran. Wjeżdżamy dalej w Góry Skaliste, pasmo gór zwane Big Horn. Szczyty gór spowite gęstą mgłą uniemożliwiły nam podziwianie krajobrazu, a padający deszcz z płatkami śniegu nie nastrajał nas optymistycznie. Mimo to zatrzymaliśmy się nad pięknym głębokim wąwozem o nazwie Shell z widokiem na piękny wodospad. Zdjęcia robimy jeszcze pod parasolem, ale słońce zaczęło wychodzić spoza chmur. Jedziemy dalej malowniczą drogą wśród kolorowych skał. Przejeżdżamy przez miasto Cody, gdzie znajduje się pomnik jednej z najbarwniejszych postaci Dzikiego Zachodu - Buffalo Billa. Ten przydomek dostał, gdy dostarczał mięso bizonów pracownikom kolei transkontynentalnej, ale stał się sławny, gdy został gwiazdą cyrkową i objechał cały świat.
Dalej nasza droga jest kręta. Prowadzi wąwozem przez szereg tuneli do zapory wodnej nazwanej Buffalo Bill o wysokości stu metrów. Po długim czasie dojeżdżamy do bram parku Yellowstone, który jest najstarszym parkiem narodowym nie tylko w Sanach Zjednoczonych, ale i na świecie. Jego centrum zajmuje płaskowyż na wysokości 2400 m n.p.m., z ponad dziesięcioma tysiącami gorących źródeł i gejzerów. Park Yellowstone to nie tylko wysokie szczyty górskie pokryte gęstym lasem, ale i głębokie kaniony rzek. Atrakcją parku są nie tylko gejzery, ale i zwierzęta. Spotkaliśmy stada bizonów, a jeden nawet maszerował przez drewniany most wśród samochodów. Już pod wieczór zatrzymaliśmy się w miejscu, z którego rozciąga się piękny widok na wodospady. W drodze do hotelu spotkaliśmy jeszcze stado jeleni. Jutro będziemy dalej podziwiać cuda przyrody i różnorodne krajobrazy parku Yellowstone.
Ewa Kordek, Yellowstone, USA.

31.08.2010

Jedenasty dzień wyprawy - parki narodowe Yellowstone i Grand Teton. Nocowaliśmy w zachodniej części parku Yellowstone (West Yellowstone). Marzenia o zobaczeniu z bliska mieszkańców słynnego, spektakularnego parku Yellowstone, czyli niedźwiedzi grizzly, niedźwiedzi czarnych oraz Yogi i Booboo, nie spełniły się, ale do woli obcowaliśmy z bizonami, z których kulinarne dania niektórzy z uczestników zamówili na śniadanie. Po krótkiej podróży wjechaliśmy ponownie do parku narodowego Yellowstone, by zwiedzić jego południowo-zachodnią część. Oryginalna, nieskazitelna przyroda, liczne modre jeziora, górzysty teren (ok. 2000 m n.p.m) oraz zwierzęta, czynią z parku jedną z największych atrakcji USA. Z uwagi na jego rozmiar, większy niż niejeden stan Ameryki Północnej, na jego terenie zbudowano oczywiście sieć dróg z niezbędną infrastrukturą komunikacyjną, w tym mostami i przepustami. Chciałem podkreślić, że brak jest przejść dla zwierząt. Występują w związku z tym liczne ograniczenia prędkości i można też oczywiście w ten sposób bliżej obcować ze zwierzętami. Po drodze napotkaliśmy stado jeleni; niektóre patrzyły nam prosto w oczy, zastanawiając się, dlaczego to właśnie one są obiektem zainteresowania uczestników 3. Światowej Wyprawy Mostowej z dalekiej Polski.
Grand Prismatic Spring z przepięknym widokiem pary wydobywającej się z licznych gejzerów, ze spektakularną kładką dla pieszych o konstrukcji drewnianej, dobrze wkomponowującą się w teren, wzbudziło nasze zainteresowanie. Drewniany pomost w rzucie z góry o kształcie pierścienia pozwalał nam zapoznać się z bliska z gejzerami i przepiękną ich kolorystyką o odcieniach żółto-pomarańczowo-niebieskich.
Old Faithful to najwierniejszy gejzer w parku Yellowstone. Ożywa regularnie co godzinę na kwadrans i osiąga wysokość ok. 50 m. Należy podkreślić, że w celach logistycznych, dla ogromnej liczby turystów wybudowano wiele parkingów i hoteli, w tym hotel Old Faithful, który powstał w 1904 r., o spektakularnej konstrukcji drewnianej. Szczególnie w środku jest to bardzo ciekawa konstrukcja.
Park narodowy Yellowstone graniczy z kolejnym parkiem narodowym, Grand Teton National Park. Był on kolejnym celem naszej wyprawy. Ujrzeliśmy góry Grand Teton o wysokości 4 000 m, z lodowcami, m.in. ze wspaniałym jeziorem Jackson Lake z zaporą i mostem nad nią.
Sprawozdania nasze zawierały jedynie najważniejsze fragmenty naszej wyprawy. Dlatego miło mi jest, że to mnie przypadł w udziale opis jednego z najważniejszych wydarzeń naszej wyprawy i mam okazję przekazać informację o naszym półmetku. Półmetek ten odbył się nad jeziorem Jackson w górach Teton. Na małym, kameralnym, przytulnym parkingu z nowoczesną nawierzchnią bitumiczną, krawężnikami wykonanymi w tej samej technologii, z przepięknymi widokami na jezioro, Góry Skaliste, odbył się półmetek naszej wyprawy. Już tradycyjnie składał się z dwóch części. Część oficjalną otworzył szef kapituły Roman Deska z jak zwykle skromnym Franciszkiem Barchanowiczem. Profesor Kazimierz Flaga krótko przypomniał historię wypraw europejskich i światowych oraz ich znaczenie. Podziękował też oficjalnie sponsorom, tj. firmom: Tarcopol, Mosty Katowice i Hobas Polska, bez których forma naszego święta byłaby dużo skromniejsza. Po kilku innych sympatycznych oficjalnych wystąpieniach uczestników przeszliśmy do części nieoficjalnej. Część artystyczną zaintonował kolega profesor Andrzej Flaga, a szybko podchwycili pozostali uczestnicy naszego wydarzenia. Mam osobiście wrażenie, że i ten półmetek pozostanie na długo w naszej pamięci. Wraz z miejscem, gdzie mieliśmy okazję go spędzać niechybnie przejdzie do historii Światowych Wypraw Mostowych i nie tylko.
Po przyjeździe na południe, do stanu Idaho, udaliśmy się na kolejny nocleg do miejscowości o francuskojęzycznej nazwie Montpelier.
Adam Wysokowski, Montpelier, USA.

01.09.2010
Witam i pozdrawiam w kolejnym dniu wyprawy wszystkich sympatyków tego bloga z 3. Światowej Wyprawy Mostowej. Po krótkiej nocy wystartowaliśmy z miejscowości Montpelier w Idaho - miasteczka kowbojskiego znajdującego się na granicy stanów Wyoming, Utah i Idaho, ok. 7 mil od drogi międzystanowej West 89. Przemieszczamy się na południe (świadczy o tym nieparzysty numer drogi) do Salt Lake City. Przejechaliśmy m. in. wzdłuż rzeki Logan ok. 60-milowy przepiękny wąwóz górski, gdzie droga wiła się wzdłuż rzeki. Po trzech godzinach dotarliśmy na przedmieścia Salt Lake City. Tradycyjnie po drodze odbyło się objazdowe wyprawowe studium podyplomowe. Dzisiejszy temat to występowanie urządzeń ochrony środowiska w obrębie autostrad. Zauważono brak albo sporadyczne występowanie elementów ochrony akustycznej oraz ogrodzeń wzdłuż autostrady. Chciałoby się powyższe doświadczenia przenieść na teren Polski.
Następnie dotarliśmy na piękny punkt widokowy nad słonym jeziorem w okolicach Salt Lake City. Udaliśmy się do centrum miasta. Chociaż jego nazwa wywodzi się od zasolonego zbiornika wodnego, wielkiego jeziora, w samym mieście nie brakuje słodkiej wody. Założone przez mormonów w 1847 r. miasto rozpościera się u podnóża ośnieżonych szczytów górskich. Miasto to było organizatorem zimowej olimpiady w roku 2000. Mormoni, inaczej Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, to duża wspólnota religijna, założona przez Josepha Smitha Juniora, robotnika rolnego ze stanu Nowy Jork. W 1820 r. ogłosił on, że ukazał mu się prorok Mormon i poprowadził go ku złotym tablicom, które następnie przetłumaczył i później w 1830 roku ogłosił jako Księgę Mormona, ustanawiając tym samym kościół mormoński. W centrum miasta, które jest światowym centrum kościoła mormonów, zwiedziliśmy Centrum Wizytacji pod przewodnictwem sióstr wolontariuszek, które rekrutują się do tej pracy z całego świata. Następnie przejechaliśmy do historycznego skansenu osadników, który mieści się za miastem. Zwiedziliśmy go, jeżdżąc parkową ciuchcią, a następnie pieszo, odwiedzając domy, zagrody, warsztaty itp. Zrobiło to na uczestnikach wycieczki niesamowite wrażenie.
O godz. 22 czasu miejscowego dojechaliśmy na nocleg do miejscowości Moab na południu stanu. Z ubolewaniem, ponieważ nie zaliczyliśmy dzisiaj żadnego znaczącego mostu, mijaliśmy natomiast setki typowych wiaduktów nad autostradami i w ciągu autostrad. Dziękuję.

Zygmunt Kubiak, Moab, USA.

02.09.2010
Witam. Ze stanu Arizona, a więc z miejsca, gdzie po raz kolejny cofaliśmy czas o godzinę, swoją relację przekazuje Państwu Robert Kaszewski. Rano po krótkim śnie wyruszamy do Arches National Park. Wcześniej w markecie w miejscowości Moab w stanie Utah, gdzie nocowaliśmy, zaopatrujemy się w duże ilości wody. Nasi przewodnicy ostrzegają nas, że będzie gorąco. Park Arches oferuje ponad 2000 różnego rodzaju naturalnych łuków, skał monumentalnych, skamieniałych wydm. Jego powierzchnia to 310 km2.
Delicate Arch to pierwszy cel, który chcemy dzisiaj osiągnąć. Po około dwóch godzinach marszu w górę docieramy na miejsce. Przepiękny widok, który rozpościera się przed nami, zapiera dech w piersiach. Wykonujemy pamiątkowe zdjęcie i po około godzinnym marszu powrotnym docieramy do naszego busa. Po około dziesięciu minutach jazdy docieramy do Ogrodów Diabła, aby stąd pieszo wyruszyć do Landscape Arch. Oba obiekty, które widzieliśmy, zaliczamy do łuków stworzonych przez naturę, monolitycznych skał, które natura rzeźbiła, pokazując swoje piękno w postaci fantastycznych form. Obiektom tym nadajemy kolejne numery: 32 i 33 w klasyfikacji naszej wyprawy.
Wracamy po ok. godzinie i 40 minutach. Szczęśliwi z powodu tego, co widzieliśmy, a także z tego, że wreszcie możemy usiąść i odpocząć, wyruszyliśmy w dalszą trasę. Chodzenie przez kilka godzin w temperaturze 38 stopni Celsjusza w cieniu, a także wspinaczka górska, dały nam się mocno we znaki. Wyjeżdżając z parku, stajemy w korku drogowym. Widzimy betonowy, trójprzęsłowy, z belkami o zmiennej wysokości i filarami betonowymi most na rzece Colorado. Zaliczamy go do naszej kolekcji. Jest to obiekt nr 31, gdyż przejeżdżaliśmy przez niego poprzedniego dnia, ale wieczór nie pozwolił nam na dokładną analizę tego mostu.
Jedziemy do tzw. Doliny Monumentów - terenu zamieszkałego przez Indian Navajo - o powierzchni porównywalnej do terenu Republiki Czeskiej. Tutaj kolejne piękne widoki rozciągają się przed nami. Jednym z nich jest Kapelusz Meksykanina - skała przypominająca swoim wyglądem Meksykanina w sombrero. Przejeżdżamy przez most stalowy łukowy z jazdą pośrodku, położony nad rzeką San Juan. To nasz 34. obiekt. Wkrótce przekraczamy granicę stanu Arizona. Po sesji fotograficznej na tle monumentalnych skał i zakupieniu w indiańskim sklepie pamiątek, jedziemy na nasz następny nocleg do miejscowości Page. Pozdrawiam.

Robert Kaszewski, Page, USA.

03.09.2010
Witam, mówi Ewa Kordek z wyprawy mostowej do Stanów Zjednoczonych. Dzisiaj rankiem, 14 dnia wyprawy, wyruszyliśmy z miasta Page na dalsze zdobywanie Dzikiego Zachodu. Zwiedzanie rozpoczynamy od mostów i tamy Glen na rzece Colorado. Oglądamy most wybudowany w 1959 r. o konstrukcji kratownicowej łukowej z jazdą górą o rozpiętości 425 m. Światło pionowe pod mostem wynosi aż 213 m. Obok mostu, dalej w górę rzeki, w 1963 roku powstała tama o wysokości 216 m i długości 475 m. W wyniku budowy tamy stworzono sztuczne Jezioro Powell´a o długości 300 km i szerokości 40 km z bardzo długą linią brzegową, liczącą ponad 3100 km. Parę kilometrów dalej zatrzymujemy się przy dwóch kolejnych mostach wybudowanych obok siebie, położonych wysoko nad rzeką Colorado. Pierwszy most Navajo, wybudowany w 1928 r., o konstrukcji łukowej, kratownicowej, z jazdą górą i z filigranowymi elementami kratowań. Długość mostu wynosi 254 m, a szerokość 5,5 m. Aktualnie zmieniono funkcję obiektu i służy on do ruchu pieszego. Obok tego mostu w 1994 roku wybudowano nowy most, o tym samym kształcie kratownicy, lecz o sztywniejszych elementach konstrukcyjnych. Rozpiętość mostu to 277 m, a szerokość 13,4 m. Światło pionowe obu mostów wynosi 144 m. W autokarze prowadzimy dyskusje, wymieniamy się spostrzeżeniami na temat oglądanych obiektów, ich konstrukcji, nawierzchni, odwodnień i zabezpieczeń antykorozyjnych.
Kolejne obiekty na naszej drodze to most kratowy, belkowy, trzyprzęsłowy z jazdą górą i sąsiadujący z nim most wiszący Cameron, wybudowany w 1911 r.
W Stanach Zjednoczonych generalnie spotykamy mosty stalowe. Wiadukty i mosty mniejszych rozpiętości to stalowe blachownice z płytą żelbetową, natomiast obiekty dużych rozpiętości to stalowe kratownice belkowe, często łukowe. Pylony mostów podwieszonych też skonstruowano ze stali, tak jak pomosty.
Po południu wyruszamy do parku narodowego Grand Canion. Wielki Kanion został utworzony przez rzekę Colorado, której bystry nurt wyżłobił sobie drogę przez Wyżynę Colorado. Kanion wywiera wielkie wrażenie z racji swojego ogromu, a także fantastycznego ukształtowania skał i ich barwy. Ten jeden z największych cudów natury został wpisany na listę dziedzictwa UNESCO. Kanion jest największym wąwozem na świecie i liczy 460 km długości, osiągając głębokość 1500 m i mierząc od 200 m aż do 30 km szerokości. Dużą atrakcją był dla nas przelot helikopterem nad Kanionem, w którym uczestniczyła większość z nas. Widoki z nieba były oszałamiającym przeżyciem. Dalej wyruszyliśmy na zwiedzanie Kanionu z ziemi, tj. z punktów widokowych. Oglądaliśmy piękne klify, tonące w różnorodnych barwach w świetle zachodzącego słońca. Po dniu pełnym wrażeń, ze śpiewem w autokarze, dojechaliśmy do hotelu na nocleg. To wszystko na dzisiaj, pozdrawiam.

Ewa Kordek, Peach Springs, USA.

04.09.2010
15 dzień Wyprawy Mostowej do USA, Grand Canion, Las Vegas, stan Nevada. Po kolacji z muzyką country i noclegu w hotelu Marriott w małej uroczej miejscowości Williams, z Dzikiego Zachodu wyruszyliśmy na dalszy ciąg podboju Kanionu Colorado, tym razem zachodniej jego części. Poruszaliśmy się nową autostradą biegnącą po śladzie słynnej historycznej trasy 66 Chicago - Los Angeles, mijając po drodze znane miejscowości położone przy tej trasie. Warto wspomnieć, że ma ona długość 2448 mil, a w latach 40. XX wieku jedynie ok. 500 mil miało nawierzchnię asfaltową, a pozostała część jedynie szutrową. Aby choć trochę poczuć klimat tej drogi, zatrzymaliśmy się w miejscowości Seligman. Po drodze kontynuowaliśmy nasz uniwersytet na kołach, gdzie głównymi tematami poruszanymi dzisiaj były szeroko rozumiane zagadnienia drogowe i sprawy badawcze dotyczące infrastruktury komunikacyjnej w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.
Jadąc do Skywalk, przemierzyliśmy pustynię Mojave, pokrytą oryginalną roślinnością w postaci drzewek joshua, juk mojave i kaktusów Cholla, obserwując jej mieszkańców: kojoty, grzechotniki, skorpiony i tarantule. Końcowy kilkudziesięciokilometrowy odcinek dojazdowy musieliśmy pokonać drogą szutrową. Tym sposobem dotarliśmy do wioski Indian Hualapai, liczącą 2000 mieszkańców, ze słynną już platformą widokową Skywalk nad Wielkim Kanionem. Większość z nas odbyła spacer po niebie 1200 m nad dnem Kanionu, robiąc sobie pamiątkowe zdjęcia. Platformę wykonano jako konstrukcję stalową, wspornikową, skrzynkową w rzucie z góry w kształcie podkowy z pomostem szklanym ze szkła hartowanego w pięciu warstwach. Właśnie pomost szklany z elementami importowanymi z Niemiec stanowi główną atrakcję Skywalk.
Eagle Point, czyli punkt orła, stanowił ostatni, zdaniem niektórych najwspanialszy widok z przełomu rzeki Colorado w rejonie Grand Canion.
Udając się na północ w kierunku Las Vegas, granicę pomiędzy Arizoną a Nevadą przekroczyliśmy mostem nad rzeką Colorado. Przedmiotowy most - Loughlin, to sześcioprzęsłowy most sprężony z przęseł swobodnie podpartych. Belki o rozpiętościach ok. 40 m w technologii prefabrykowanej z wylewaną na mokro płytą współpracującą z poprzecznicami. Wnikliwość uczestników wyprawy odkryła wiele braków w utrzymaniu obiektu, dotyczących np. odwodnienia i napraw żelbetu. Zbliżaliśmy się szybko do pierwszego miasta Nevady na trasie naszej wyprawy, tj. do Las Vegas, inaczej doliny łąki, miasta określonego jako jaskinia hazardu. Od roku 1930, kiedy usankcjonowano tutaj prawnie hazard, miasto rozrosło się do gigantycznych rozmiarów. Dzisiaj miasto żyje głównie w godzinach od 19 do 5 rano, oferując usługi wspaniałych kasyn, stanowiących repliki znanych światowych budowli i zabytków takich, jak: wieża Eiffla w skali 1:2, Łuk Triumfalny, Sfinks, Wenecja, fontanna di Trevi itp. Zafascynowani tymi wspaniałościami, w tym spektakularną fontanną tryskającą w rytm muzyki, udaliśmy się na odpoczynek, który dla niektórych z nas okazał się jedynie symboliczny. Kończę relację słynnym mottem, przypomnianym przez naszego amerykańskiego przewodnika Marcina: "What happens in Vegas, stays in Vegas", po polsku: "Co stało się w Vegas, zostaje w Vegas". Dziękuję bardzo. Wasz korespondent
Adam Wysokowski, Las Vegas, Nevada, USA.

05.09.2010
Kolejny dzień wyprawy. Opuszczamy hotel położony w centrum Las Vegas, najsłynniejszego miasta Nevady. Miasto to - światowa stolica hazardu i rozrywki - przyciąga rocznie ok. 7 milionów gości. Ponieważ nie wszyscy uczestnicy poświęcili noc na zwiedzanie Las Vegas, Betty przewiozła nas jeszcze raz główną promenadą Las Vegas, gdzie podziwialiśmy niesamowitą infrastrukturę miasta: repliki Wenecji, Paryża, Nowego Jorku, Luksoru itp. Na całej długości, tj. ok. 6 km dominują niesamowite hotele o tysiącach pokoi i o wartości niekiedy nawet 11 mld dolarów. Cała promenada o sześciu pasach ruchu jest spięta wspaniałymi kładkami, z których jedną charakterystyczną zaliczyliśmy do naszej wyprawy. Kładki wyposażone są w schody ruchome, reprezentują doskonałą architekturę, dominuje w nich metal i szkło. Podczas jednego z postojów, gdzie Betty, kierowca naszego autobusu, postanowiła zatankować przed zjazdem na pustynię, jedna z uczestniczek, Ania, rozbiła jednorękiego bandytę na 60 dolarów. Na następnym postoju następna pani, Grażyna, ograła kasyno na jednego centa - zawsze coś, na szczęście. Cały czas jedziemy przez pustynię stanu Nevada. Po trzech godzinach jazdy wjeżdżamy do Kalifornii. Po kilku postojach widokowych zbliżamy się do Doliny Śmierci. Jest to depresja 282 stopy, tj. 85,95 m, tym razem nie nad, a pod poziomem morza. Jest to najniższy punkt kontynentalny Ameryki. Temperatura powietrza pomierzona dzisiaj w cieniu wynosiła 47,1 stopnia, tj. 116,6 Fahrenheita. Franek nie miał tym razem problemu ze skompletowaniem grupy - po ok. 15 minutach każdy uczestnik wycieczki chronił się w autokarze.
W drodze do Los Angeles przemieszczamy się drogą 190 West (mamy układ parzysty, czyli jedziemy na zachód), pozostało nam wyrwać się z tej depresji, a przed nami góry Panamit. Betty ze swoim ukochanym autokarem wspinała się z prędkością 10 mil na godzinę na przełęcze ok. 4000 stóp, aby ponownie zjechać na ok. 1000 stóp - i tak wielokrotnie. Urozmaicając czas w autokarze uczestnicy ćwiczyli piosenkę wyprawy tekstu naszej poetki Wiesi, muzykę a capella dawał pan profesor Andrzej (Flaga - przyp. red.). Po przebyciu ok. 640 mil, późnym wieczorem meldujemy się w hotelu w Los Angeles.
Zygmunt Kubiak, Death Valley, USA.

06.09.2010
Siedemnasty dzień 3. Światowej Wyprawy Mostowej do Stanów Zjednoczonych. Tym razem o pochmurnym poranku wyruszyliśmy na podbój Los Angeles. Trasa wielopasmowa szybko nas doprowadziła do miasta. Mały ruch był dla nas zaskoczeniem. Okazało się, że jest to Labour Day, czyli odpowiednik naszego Święta Pracy (w USA obchodzonego w pierwszy poniedziałek września - przyp. red.).
Rok 1781 to rok założenia Los Angeles, czyli El Pueblo de Nuestra Seňora la Reina de los Ángeles del Río de Porciúncula (The Town of Our Lady the Queen of the Angels on the Porciúncula River). W starej części miasta zaliczamy obiekt nr 43 - piękną, smukłą kładkę łukową o konstrukcji betonowej.
Widzimy miejsca, gdzie powstawały największe amerykańskie produkcje filmowe. Przejeżdżamy do Beverly Hills, miasta położonego w aglomeracji Los Angeles. Kod pocztowy 90210 podkreśla, że tu mieszka ktoś znaczący, często znane gwiazdy filmowe. Przejeżdżamy autokarem główną ulicą, a następnie wykonujemy pamiątkowe zdjęcie przy tablicy z nazwą miasta. Idziemy jedną z ulic oddzielających Beverly Hills od Hollywood, miejsca, w którym powstał amerykański przemysł filmowy. Choć aktualnie większość studiów filmowych przeniosła się do sąsiedniego Burbank, Hollywood wciąż jest uznawane za stolicę światowej kinematografii. To tu od 1927 r. przyznaje się nagrody przemysłu filmowego zwane Oscarami. Ich wręczanie odbywa się co roku, aktualnie w Kodak Theatre. Tu spotykamy naszego poprzedniego przewodnika Mikołaja.
Godzinę spędzamy na fotografowaniu budynku, słynnego napisu umieszczonego na pobliskich wzgórzach, a także chodzimy Aleją Gwiazd przy Hollywood Boulevard (Hollywood Walk of Fame), gdzie są umieszczone tablice upamiętniające najsłynniejsze postacie kina, muzyki i prasy. Niektórym udaje się zrobić zakupy w pobliskim sklepiku z pamiątkami.
Długi przejazd do San Francisco został wypełniony wypowiedziami uczestników, podsumowującymi wyprawę mostową. Ogromny entuzjazm wzbudziła pierwsza wypowiedź, podczas której kolega Marcin podsumował hart ducha Profesora Kazimierza Flagi. Później Profesor zaproponował wybór kandydatów na Mostowca Świata. Zdecydowana większość głosowała na Ewę Kordek. Później Wiesia Rudnicka w imieniu całego autokaru wyprawowiczów wręczyła Profesorowi Kazimierzowi Fladze certyfikat "The Best Boss". Wielu uczestników wyprawy składało podziękowania za m.in. organizację, wspaniałą atmosferę, śpiewy, pomoc lekarską, relacje zespołu reporterów. Podczas kolacji w restauracji Andersen, zbudowanej na wzór duńskiego wiatraka, złożono podziękowania Profesorowi i jego żonie, a także organizatorom i wspaniale prowadzącej autokar Betty. Dzięki sponsorom - firmom Tarcopol i Mosty Katowice - uczciliśmy wyprawę lampką wina. Później udaliśmy się w dalszą podróż na odpoczynek do San Francisco, przy okazji kontynuując śpiewy. Pozdrawiam wszystkich
Robert Kaszewski, San Francisco, California, USA.

07.09.2010
Dzień dobry. Z wyprawy mostowej do Stanów Zjednoczonych mówi Ewa Kordek. O 900 rano wyruszamy na zwiedzanie miasta San Francisco. Na powierzchni 122 kilometrów kwadratowych żyje tu 808 000 osób. Miasto leży na 48 wzgórzach na końcu półwyspu, mając Pacyfik po zachodniej stronie i Zatokę San Francisco na wschodzie.
Samo San Francisco jest dość zwarte i znaczną jego część zwiedzamy na piechotę. Najpierw jedziemy zabytkowym tramwajem, a właściwie kolejką szynową, która została uruchomiona w 1873 roku. Kolejka ta porusza się na stromych stokach miasta. Spadki podłużnych ulic sięgają nawet 30 procent, aż trudno zaparkować samochód, nie mówiąc już o jeździe w dół czy do góry, która aż wprawiała nas w zdziwienie.
Zaczynamy zwiedzanie od dzielnicy Chinatown. Dzielnica ta powstała w czasie gorączki złota w XIX w., kiedy to osiedliło się dużo chińskich emigrantów.
San Francisco leży w strefie wpływów sejsmicznych i tak w 1906 roku katastrofalny pożar wywołany przez trzęsienie ziemi o sile 7,8 w skali Richtera zniszczył niemal całe miasto. Aktualnie w dzielnicy Chinatown zamieszkuje ok. 200 000 mieszkańców. Przechodzimy dalej ulicami wśród kolorowych, bogato zdobionych fasad domów z zawieszonymi lampionami ze smokami, dachami podwiniętymi do góry i sklepami handlującymi wszelkimi towarami.
Dalej idziemy do dzielnicy finansowej położonej w samym centrum miasta, gdzie ulokowały się, w imponujących drapaczach chmur, ważniejsze banki, biura maklerskie i kancelarie prawnicze. Po sąsiedzku wznosi się najwyższa budowla w mieście - 48-piętrowa Transamerica Pyramid, licząca 260 m wysokości i zakończona ogromną iglicą.
Następnie spacerujemy po dzielnicy włoskiej i dalej wspinamy się po bardzo stromych ulicach na wzgórza, skąd roztaczają się zapierające dech widoki na Zatokę San Francisco z pięknym mostem Bay Bridge.
Po długim spacerze wsiadamy do autokaru i jedziemy zwiedzać słynny most Golden Gate, z którego roztaczają się przepiękne widoki na zatokę, miasto i na wyspę Alcatraz. Most, zaprojektowany przez Josepha Straussa, byłego asystenta Rudolfa Modrzejewskiego, zbudowany został w 1937 roku. Most wiszący, pomalowany na czerwono o rozpiętości przęsła głównego 1280 m i wysokości pylonów 227 m jest elementem tamtejszego krajobrazu, symbolem lokalnym i narodowym.
Uczestnicy wyprawy, spacerując po moście, oceniali wnikliwie jego elementy konstrukcyjne, ale fachowcy oglądają obiekt nie tylko z góry na pomoście, ale również z dołu. W tym celu pływaliśmy statkiem po zatoce. Przy okazji oglądamy skalistą i niedostępną wyspę Alcatraz, na której wybudowano więzienie. Wśród znanych gangsterów odbywających tu karę był słynny Al Capone.
Następnym oglądanym przez nas obiektem było przejście zachodnie (western crossing), czyli podwójny most wiszący nad Zatoką San Francisco, zaprojektowany przez Rudolfa Modrzejewskiego w 1931 roku i wybudowany w 1936. Są to dwa przęsła po 704 m i dwa boczne po 354 m z gigantycznym zakotwieniem w środku obiektu. Fundamenty posadowiono na kesonach na głębokości aż 80 metrów. Na moście prowadzone jest 12 pasów ruchu na dwóch poziomach. Była to najdroższa inwestycja mostowa w historii. Dalej w ciągu tej drogi robimy zdjęcia przejścia wschodniego (eastern crossing), tj. mostu o konstrukcji kratowej wspornikowej i o długości 427 m z przęsłami dojazdowymi kratowymi o rozpiętości po 155 m. Było to wspaniałe dzieło inżynierskie, ale po trzęsieniu ziemi w 1989 roku zdecydowano się na jego wymianę. Obok w budowie jest most betonowy o przekroju skrzynkowym. Obiekty: przejście wschodnie i przejście zachodnie rozdziela wyspa Yerba Buena, na której jest tunel o długości 550 m, o jednym z największych na świecie przekrojów poprzecznych. Wracając do miasta na kolację, przejeżdżamy jeszcze przez most zwodzony z 1933 roku. Po kolacji w restauracji chińskiej wracamy do hotelu i przygotowujemy się do powrotu do kraju. To wszystko na dzisiaj, pozdrawiam.
Ewa Kordek, Chinatown San Francisco, California, USA.

19 i 20.09.2010
19 dzień wyprawy, środa, San Francisco, Kalifornia. Po smacznej kolacji w restauracji w dzielnicy Chinatown, która niestety była już ostatnią na naszej wyprawie, przystąpiliśmy do pakowania bagaży. Myślę, że każdy z nas miał do spakowania, oprócz tradycyjnych rzeczy osobistych, również okazałą liczbę pamiątek.
Dzisiaj o 17 wyruszamy w ostatnią, najdłuższą na naszej wyprawie podróż, tym razem do Europy. W godzinach przedpołudniowych zwiedzamy jeszcze kolejne fragmenty uroczego San Francisco i kupujemy ostatnie pamiątki.
Po drodze na lotnisko żegnamy się z szefem wyprawy, profesorem Kazimierzem Flagą, jego uroczą małżonką Marią, Wiesławą i Andrzejem Rudnickimi oraz Wojciechem Stusem. Korzystając z okazji pobytu w USA będą oni, tym razem już samodzielnie, podziwiać uroki Hawajów. Było to gorące pożegnanie, pełne podziękowań i wzruszeń. Czuło się przy tym przedsmak dalszych pożegnań - przecież spędziliśmy razem bez mała 20 dni pełnych wrażeń, przemierzyliśmy całe Stany Zjednoczone Ameryki Północnej od Atlantyku do Pacyfiku. Według dokładnych obliczeń było to ponad 6800 mil, czyli 11000 km. Skrajnie zmieniały się warunki klimatyczne, flora i fauna.
Na pewno przyjemniej jest relacjonować początek wyprawy niż coś, co się kończy. Myślę jednak, że zaszczytem jest także zdawać ostatnią relację z tak wspaniałego, udanego wyjazdu techniczno-turystycznego. Wyprawa ta niechybnie na stałe utkwi w naszej pamięci - tak w zakresie szczegółów technicznych spektakularnych konstrukcji mostowych, jak i szeroko rozumianej różnorodności rozległego kraju, jakim są Stany Zjednoczone. Każdy z nas wraca również z bardzo bogatą dokumentacją fotograficzną, która niechybnie nie będzie jedynie pamiątką, ale również wspaniałym materiałem bazowym i dydaktycznym. Pozostajemy z nadzieją, że 3. Wyprawa Mostowa USA 2010, choć można ją uznać za zamkniętą, nie będzie ostatnią. To ostatnie sprawozdanie z 3. Światowej Wyprawy Mostowej USA 2010.
Adam Wysokowski, San Francisco, Kalifornia.


PS. Myślę, że będę wyrazicielem opinii wszystkich uczestników, jak podziękuję gorąco wszystkim, bez których ta wyprawa nie doszłaby do skutku, na czele z profesorem Kazimierzem Flagą, szefem wyprawy, naszym przewodnikiem Franciszkiem Brodzkim i pracownikami jego firmy, amerykańskimi przewodnikami Mikołajem i Marcinem, jednoosobowej obsłudze autokaru - uroczej Betty. Wypada tu wymienić zasłużoną na wyprawie kapitułę w składzie: Roman Deska, Franciszek Bartmanowicz i Anna Pańtak.
Wszystkim uczestnikom należy się szczególne uznanie za stworzenie wspaniałej, niezapomnianej atmosfery. Na koniec pragnę podziękować redakcji "Dróg" i "Obiektów Inżynierskich" (Media-Pro) za inicjatywę i wkład pracy w serwis wyprawowy, który się sprawdził dzięki współpracy zespołu sprawozdawców pod kierunkiem Roberta Kaszewskiego, z udziałem Ewy Kordek, Zygmunta Kubiaka i mojej skromnej osoby. Dziękuję bardzo.
 


ZESTAWIENIE:  
Przejechano autokarem, km
11000
Zwiedzono obiektów mostowych 47
Zwiedzono miast 17
Zwiedzono Parków Narodowych 8
Zwiedzono miejsc turystycznych i krajobrazowych 37
Imprezy kulturalne 8

 

 LISTA UCZESTNIKÓW:

1. Bartmanowicz Franciszek, Jan
2. Biała Patrycja
3. Bielski Włodzimierz
4. Borawska Anna, Izabela
5. Deska Roman, Paweł
6. Feigel-Młodkowska Ksenia
7. Flaga Kazimierz, Józef
8. Flaga Andrzej, Grzegorz
9. Flaga Maria, Zofia
10. Fortuńska Anna, Maria
11. Gawor Halina
12. Jamro Edward
13. Kaszewska Anna
14. Kaszewski Robert, Paweł
15. Kordek Ewa, Krystyna
16. Kosman Krzysztof
17. Kubiak Zygmunt, Stanisław
18. Kubiak Grażyna, Irena
19. Kumaniecka Anna, Henryka
20. Nawrocki Krzysztof
21. Pańtak Anna, Teresa
22. Piątek - Siebielec Krystyna
23. Rams Jerzy, Roman
24. Rams Barbara
25. Rudziewicz Barbara, Maria
26. Rykiel Barbara
27. Rymsza Janusz
28. Rymsza Barbara
29. Rytwińska Barbara, Hanna
30. Ryż Karol
31. Ryż Alina
32. Rzeźniczek Tomasz, Grzegorz
33. Skutnik Zenobia, Bogusława
34. Sterczewska Krystyna
35. Usidus Regina
36. Wójcik Jerzy
37. Wójcik Jolanta
38. Wysokowski Adam
39. Żakowska Lidia
40. Brodzki Franciszek, Leon


 

Opracował Prof. dr hab. inż. Kazimierz FLAGA

Kategoria: